Diecezjalny Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego
Gdańsk Wrzeszcz - DA „Na Czarnej"

Kajaki

Na przełomie maja i czerwca organizujemy jednodniowy spływ kajakowy po jednej z rzek Kaszub.

30 maja 2015 roku ponad dwudziestoosobowa grupa śmiałków z naszego DA spłynęła rzeką Chociną. Wyruszyliśmy z miejscowości Zielona Chocina. Mimo trudnych warunków atmosferycznych – zimna i silnego wiatru – oraz meandrującej rzeki, po siedmiu godzinach wiosłowania dotarliśmy do Kokoszki w pobliżu Swornych Gaci. Tam w przyjaznym Wigwamie mogliśmy się odpocząć, ogrzać przy ognisku i zjeść smaczny posiłek.

Podczas majowego spływu złapaliśmy kajakarskiego bakcyla i zapragnęliśmy kontynuować naszą wodniacką przygodę. Udało nam się to w drugiej połowie sierpnia, kiedy wybraliśmy się na kilkudniowy spływ Wdą. Kajaki zwodowaliśmy w Lipuszu. Pierwszy nocleg wypadł nam nad malowniczym Jeziorem Schodno. Drugiego dnia z powodu silnego wiatru nie mogliśmy przepłynąć Morza Kaszubskiego, dlatego namioty rozbiliśmy nad Jeziorem Słupinko. Trzeciego dnia „przeskoczyliśmy” jeziora: Gołuń i Wdzydzkie i zanocowaliśmy za Borskiem w miejscu rozdzielenia starorzecza Wdy i jej kanału. Następnego dnia płynęliśmy uroczym i malowniczym starorzeczem, które prowadzi m.in. przez Odry (kamienne kręgi) i Wojtal, gdzie zaopatrzyliśmy się w pstrągi na agapę. Biwak spędziliśmy przed miejscowością Wieck, śpiewając i biesiadując do późna w nocy. Następnego dnia po Eucharystii po raz ostatni zapakowaliśmy kajaki i ruszyliśmy na rzekę. Po długim wiosłowaniu dotarliśmy do miejscowości o wdzięcznej nazwie Czubek, gdzie zakończyliśmy naszą kajakową przygodę.

W sobotę 4 czerwca 2016 roku wybraliśmy się na rzekę Brdę. Spływ rozpoczęliśmy w Sąpolnie. Tym razem przy słonecznej i ciepłej pogodzie po sześciu godzinach osiągnęliśmy cel naszej kajakowej wędrówki – Kokoszkę. Po agapie wracaliśmy szczęśliwi i „wypoczęci” do domu.

Po raz kolejny 14-osobowa ekipa śmiałków zebrała się 10 czerwca 2017 roku, by spłynąć rzeką Redą z miejscowości Zamostne do Redy. Wśród odważnych znaleźli się: ksiądz Łukasz, Agnieszka, Karolina, Kasia, Magda, Marta, Ola, Ula, Adrian, Krystian, Mateusz, Nikodem, Nikodem i Paweł. Już na początku uczestnicy musieli się wykazać dużą cierpliwością, ponieważ panowie organizatorzy mieli opóźnienie. Pomimo tego, ten czas oczekiwania został przez nas dobrze wykorzystany. Ksiądz Łukasz znalazł czas na modlitwę, Kasia z Agnieszką zabrały się za tworzenie wianków wykorzystując przydrożne rośliny, a reszta, która rano nie zrobiła sobie kanapek (bo chciała dłużej pospać – opłacało się) wpadła w szał zakupów w pobliskim dyskoncie. Zaplanowana trasa miała kilka ciekawych przeszkód. Czekały nas cztery progi do pokonania. Ksiądz, niczym komandos, sprawdzał czy zejście do kajaków jest bezpieczne, gdyż na pierwszym progu okazało się, że musimy przenieść kajaki. Długa prosta i wpłynęliśmy do jeziora Orle. Warto poinformować, że na tym jeziorze odbyły się pierwsze zawody kajakarskie w historii DA na Czarnej, które wygrała para: Kasia z Mateuszem. Mateusz świętował swoją wygraną wpływając z powrotem na rzekę, by połowić ryby, a Kasia po prostu chciała płynąć dalej. Natomiast reszta ekipy postanowiła zjeść szybki posiłek i nabrać sił na dalszą część trasy. Po drodze czekało nas jeszcze jedno przeniesienie kajaków przy Cementowni w Wejherowie. Nikt jednak nie spodziewał się, że będzie tam prawie pionowe zejście w dół. W takiej sytuacji byliśmy zmuszeni wezwać pomoc organizatorów. Dzięki zapasom czekolady księdza Łukasza oczekiwanie było tylko słodką chwilą. Mateusz zaś postanowił stworzyć nową reklamę kanapy. Do swojej reklamy zaprosił Szynkę, a ona onieśmielona blaskiem kamer ładnie się uśmiechnęła. W ciągu 40 minut organizatorzy przybyli, zobaczyli, przenieśli i odjechali, a my mogliśmy płynąć dalej. Dalsza trasa nabrała szybkiego nurtu więc nie obyło się bez nabrania wody do kajaków oraz przeszkód porywających nas z nurtem. Niektórzy byli zaskoczeni pojawieniem się Mariana (czyt. Mariusza), który chowając się za krzakami robił zdjęcia uczestnikom. W czasie spływu było słychać takie piosenki: Zabierzesz mnie na drugi brzeg, Na jeziorze wielka burza, Hiszpańskie dziewczyny, Gdzie ta keja, Hej bystra woda oraz tradycyjna Lipka. Na pokładzie z księdzem, lekarzem ratownikiem i masażystą szczęśliwie dopłynęliśmy do celu po 8 godzinach. Warto wspomnieć, że trasa liczyła ponad 30 km. Znaczna część uczestników płynęła pierwszy raz. Jedni prawie zgubili wiosło, inni zaś potrafili płynąć w poprzek rzeki. Nie pytajcie dlaczego, bo sami nie wiemy. Po spływie udaliśmy się na działkę do Grzesia, gdzie czekał na nas rozgrzany grill. Później wspólne granie w siatkówkę, dużo śmiechu oraz śpiewanie przy ognisku. Tata Grzesia oprowadził nas po działce, pokazując różnorodne zwierzęta.

Zapraszamy kolejnych śmiałków na nasze spływy!