Opis rajdu
| Nazwa rajdu: | Mroźny |
| Rajd nr: | 152 |
| Data: | 2012-01-28 |
| Trasa: | Sopot Kamienny Potok - Bernardowo - Chwarzno - Demptowo - Gdynia Leszczynki |
| [km] | 28 |
ARCHIWALNA RELACJA:
Rajd 152 - Mroźny

Tegoroczna zima zapowiadała się nieciekawie i zdążyła odzwyczaić nas od chłodu. Dawno zapomniany widok śniegu przez wielu wyczekiwany był z utęsknieniem. Kiedy więc dobiegła mnie wiadomość o sprzyjających warunkach pogodowych najbliższego rajdu, nie potrafiłem powstrzymać podrywających serce emocji. Za oknem, niewinnie spadające z nieba białe płatki pierwszego śniegu nie zapowiadały tego, co miało się wydarzyć...
Mrozy, które nadeszły do nas nagle pod koniec stycznia wydawały się tak srogie, że zdołały zniechęcić wielu dzielnych rajdowiczów do uczestnictwa w pierwszej prawdziwie zimowej kampanii. Jedynie ekipa kilkunastu najodważniejszych i najtwardszych stawiła się na wezwanie dnia 28 stycznia 2012 A.D.
Nikt nie walczy w nocy. Atak w ciemności na umocnienia wroga to pewna śmierć. Doświadczeni w boju mówią, że najbardziej dogodną do ataku porą jest świt. Tym razem jednak, mieliśmy do czynienia z wyjątkowo przebiegłym przeciwnikiem i aby go zaskoczyć postanowiliśmy poczekać i uderzyć "po śniadaniu".
Zebraliśmy się w tajnym miejscu na dworcu SKM Sopot Kamienny Potok. Dowodził nami Wiktor - doświadczony w rajdowym fachu - mąż któremu bez wahania powierzyłbym własne życie. Wiedział, że misja jest trudna i jako człowiek odpowiedzialny zabrał ze sobą w roli doradców dwóch weteranów: znanego wszystkim, legendarnego Adama, oraz przebywającego na tajnych misjach od 50 rajdów - Łukasza - największego w rajdowej historii nawigatora i kartografa.
Wiktor chcąc najlepiej przygotować swoich ludzi na to, co miało nadejść, otworzył skarbnicę swojej wiedzy i podzielił się z nami doświadczeniami z misji na Syberię... Powiedział też, że w takich sytuacjach uratować może jedynie namaczanie w ciepłym roztworze wodnym soli Bocheńskiej. Morale było wysokie.
Podczas odprawy ustaliliśmy, że naszym celem będzie bezpiecznie dotrzeć na dworzec SKM Gdynia Leszczynki. Plan był jasny: unikając wykrycia, czerwonym szlakiem podążymy w kierunku Gdyni i Lasu Witomińskiego. Tam opuścimy czerwony szlak i wędrować będziemy korzystając z innych dróg, aby kiedy nadarzy się okazja zaatakować i zniszczyć niczego niespodziewającego się wroga. Finał misji miał nastąpić około godziny 16.
Trasa rajdu prawie w całości wiodła przez lasy. Przykryta warstwą miękkiego puchu przyroda pogrążona była w głębokim śnie. Otaczający nas sielankowy krajobraz uśpił naszą czujność. Nagle rozpętało się białe piekło - nad naszymi głowami zaczęły zewsząd świstać kule. Byli pierwsi trafieni, jednakże nikt nie sprzedał skóry tanio. Najbardziej wyróżniających się w boju była Ania. Chodziła bez czapki. Jak się później okazało, odwagi dodawały jej bezprzewodowe nauszniki. Po wielu godzinach wyczerpującej walki przebiliśmy się do Chwarzna, gdzie wydany został rozkaz ewakuacji wszystkich ofiar i rannych komunikacją miejską. Ci co pozostali na placu boju ruszyli dalej.
Raz po raz nękani gradem wrogich kul walczyliśmy o każdy kolejny przebyty metr zmarzniętej ziemi, zaciekle odpowiadając na wszystkie ataki. Mijały godziny. Byliśmy w krytycznej sytuacji: wycieńczeni i zziębnięci, kończyły się nam zapasy. Na szczęście amunicji nam nie brakowało i udało się nam zdobyć krytyczny na naszej misji punkt strategiczny - zadaszoną wiatę. Uradowani postanowiliśmy oddać hołd naszemu dowódcy podnosząc go na naszych ramionach... i morale znów było wysokie. Zwyciężyliśmy. Cel zdobyty.
Po bitwie najodważniejsi zostali nagrodzeni najwyższym odznaczeniem: breloczkiem rajdowym, który mogli zakupić za dwa pięćdziesiąt. Nazwiska bohaterów zostały zapisane w księdze chwały na stronie: http://www.dawrzeszcz.gda.pl/index.php/article/path/rajdy/index.html
Artur Maurin



