DA "Na Czarnej"

Opis rajdu


Nazwa rajdu:Meandrami Zagórskiej Strugi
Rajd nr:119
Data:2009-02-28
Trasa:Gdynia Chwarzno - Piekiełko - Stara Piła - Rumia SKM
[km]22


ARCHIWALNA RELACJA:

Meandrami Zagórskiej Strugi


WłóczyKija westchnień kilka porajdowych.

Wieczór, po 22.00. Zrobiłam wszystko, czego ode mnie dzień dzisiejszy wymagał "obowiązkowo". Siadam i piszę. Ciężkość w ciele czuję- popracowały mięśnie, od których dawno już nikt nie oczekiwał takiego wysiłku. W zamian, a może jednocześnie, duch mój lekkości pełen. Mam nadzieję, że podobne odczucia ma każdy z towarzyszy wędrówki.
Wyruszyliśmy, podobno standardowo, o 7.55 spod domu katechetycznego "Na Czarnej" i ,podobno standardowo, z lekkim niepokojem o to, czy zdążymy z kupnem biletów na zbliżającą się już kolejkę. Równie standardowo Wiktor- główny, bo jedyny, organizator i dzierżący mapę w jednym- prosił zawczasu o ich nabycie, a uczestnicy rajdu w zdecydowanej większości tę prośbę puścili mimo uszu. Zdążyliśmy. SKM- ka zawiozła nas do Gdyni Głównej, a stamtąd, autobusem pojechaliśmy na obrzeża tegoż miasta. Jeszcze tylko ostatnie zakupy w ostatnim na trasie sklepie i ruszamy. Jak się okazało po przeliczeniu, pobiliśmy tegoroczny rekord liczby uczestników- było nas dwadzieścioro czworo.
Najpierw wędrowaliśmy spokojnie lasem, zaskoczeni śniegiem i ilością śladów leśnych zwierzątek, niestety nie umiejący ich wprawnym okiem zidentyfikować. Trasa nieskomplikowana, cały czas czarnym, więc mogę, tak jak lubię najbardziej, na czele, zostawiając gwar ludzi za sobą, a pozwalając cieszyć się mym oczom widokiem śniegu ludzką stopą nietkniętego. Słońce przepiękne, niebo błękitniutkie. Las cicho szumiący, odzywał się czasem ptasim trelem gdzieś w koronie drzew. I tak idziemy głęboko oddychając. Dziękując, bo o co można jeszcze prosić lub za co przepraszać, gdy się po prostu współistnieje z krajobrazem. Czasem fotograf- amator krzyknie: Uwaga! Zdjęcie! Czasem fotograf- profesjonalista cichutko, bez szumu, jakby niechcący, uchwyci coś z tego zachwytu. Twarz roześmianą, twarz zadumaną, liść drżący, iskrzącą od diamentowych kropel wody gałązkę. Za mną gwarno. Czasem ktoś dogoni, zapyta o coś. Dobrze nie być samemu. Dziękuję.
Podróż przebiegała bez zakłóceń aż do momentu, gdy tuż przed południem straciliśmy z oczu szlak. "Niech to szlag!". Epizod ten nie potrwał długo i był nawet przyjemny, zważywszy na to, że podczas, gdy Wiktor biegał w tę i z powrotem w poszukiwaniu zagubionej trasy, myśmy przysiedli na zwalonym pniu i zajadaliśmy co tam każdy miał, popijając herbatką z termosu. O poświadczenie tego, że Ktoś czuwa, nie trzeba było wcale prosić. Już o 12.00 mogliśmy ze spokojnymi o dalsze losy wędrówki sercami, odmówić Anioł Pański.
I tu, wraz z Zagórską Strugą, zaczęła się bajeczna część wyprawy. Szlak prowadził nas lewym brzegiem strumienia. Droga raz pod górę, raz z górki, wiła się dodatkowo tak, jakby jej ślad wytyczał gigantyczny wąż. Nieopodal mostu uraczyliśmy się chwilą beztroskiej zabawy- bitwą na śnieżki. Co ciekawe, nikt jej nie wygrał i nikt jej nie przegrał. Taka to bitwa, rzadko dziś spotykana. Później, na dość długim odcinku, nasz szlak pokrywał się z konnym. Po jednym z bardziej stromych podejść, odpoczęliśmy na szczycie przy Quizie Niemieckim i pokrzepiliśmy się słodkościami- nagrodami dla zwycięzców quizu (którymi okazali się wszyscy), zafundowanymi przez księdza Andrzeja. Tu wypada podziękować, co też czynię i dziękuję w imieniu wszystkich amatorów "Jeżyków" i "Holenderskich".
Szlak miał swój koniec w Rumii, skąd z powrotem do Gdańska dojechaliśmy kolejką. Pech chciał, że ponieśliśmy na samym końcu "straty w ludziach", gdyż ksiądz pomylił kierunki jazdy i wsiadł w kolejkę do Redy. Ostatni obrazek, jaki pamiętam, to poszczypane lekkim mrozem policzki i nosy, i oczy słońca pełne. Warto było poczynić ten wysiłek, by dotrzeć do tej jakości.

Iza Giczewska



Copyright © 2007 DA "Na Czarnej"
23326