Diecezjalny Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego
Gdańsk Wrzeszcz - DA „Na Czarnej"

Spływ kajakowy – 10 czerwca 2017

Po raz kolejny zebrała się 14-osobowa ekipa śmiałków, by spłynąć rzeką Redą z miejscowości Zamostne do Redy. Wśród odważnych znaleźli się: ksiądz Łukasz, Agnieszka, Karolina, Kasia, Magda, Marta, Ola, Ula, Adrian, Krystian, Mateusz, Nikodem, Nikodem i Paweł. Już na początku uczestnicy musieli się wykazać dużą cierpliwością, ponieważ panowie organizatorzy mieli opóźnienie. Pomimo tego, ten czas oczekiwania został przez nas dobrze wykorzystany. Ksiądz Łukasz znalazł czas na modlitwę, Kasia z Agnieszką zabrały się za tworzenie wianków wykorzystując przydrożne rośliny, a reszta, która rano nie zrobiła sobie kanapek (bo chciała dłużej pospać – opłacało się) wpadła w szał zakupów w pobliskim dyskoncie. Zaplanowana trasa miała kilka ciekawych przeszkód. Czekały nas cztery progi do pokonania. Ksiądz, niczym komandos, sprawdzał czy zejście do kajaków jest bezpieczne, gdyż na pierwszym progu okazało się, że musimy przenieść kajaki. Długa prosta i wpłynęliśmy do jeziora Orle. Warto poinformować, że na tym jeziorze odbyły się pierwsze zawody kajakarskie w historii DA na Czarnej, które wygrała para: Kasia z Mateuszem. Mateusz świętował swoją wygraną wpływając z powrotem na rzekę, by połowić ryby, a Kasia po prostu chciała płynąć dalej. Natomiast reszta ekipy postanowiła zjeść szybki posiłek i nabrać sił na dalszą część trasy. Po drodze czekało nas jeszcze jedno przeniesienie kajaków przy Cementowni w Wejherowie. Nikt jednak nie spodziewał się, że będzie tam prawie pionowe zejście w dół. W takiej sytuacji byliśmy zmuszeni wezwać pomoc organizatorów. Dzięki zapasom czekolady księdza Łukasza oczekiwanie było tylko słodką chwilą. Mateusz zaś postanowił stworzyć nową reklamę kanapy. Do swojej reklamy zaprosił Szynkę, a ona onieśmielona blaskiem kamer ładnie się uśmiechnęła. W ciągu 40 minut organizatorzy przybyli, zobaczyli, przenieśli i odjechali, a my mogliśmy płynąć dalej. Dalsza trasa nabrała szybkiego nurtu więc nie obyło się bez nabrania wody do kajaków oraz przeszkód porywających nas z nurtem. Niektórzy byli zaskoczeni pojawieniem się Mariana (czyt. Mariusza), który chowając się za krzakami robił zdjęcia uczestnikom. W czasie spływu było słychać takie piosenki: Zabierzesz mnie na drugi brzeg, Na jeziorze wielka burza, Hiszpańskie dziewczyny, Gdzie ta keja, Hej bystra woda oraz tradycyjna Lipka. Na pokładzie z księdzem, lekarzem ratownikiem i masażystą szczęśliwie dopłynęliśmy do celu po 8 godzinach. Warto wspomnieć, że trasa liczyła ponad 30 km. Znaczna część uczestników płynęła pierwszy raz. Jedni prawie zgubili wiosło, inni zaś potrafili płynąć w poprzek rzeki. Nie pytajcie dlaczego, bo sami nie wiemy. Po spływie udaliśmy się na działkę do Grzesia, gdzie czekał na nas rozgrzany grill. Później wspólne granie w siatkówkę, dużo śmiechu oraz śpiewanie przy ognisku. Tata Grzesia oprowadził nas po działce, pokazując różnorodne zwierzęta.

Zapraszamy kolejnych śmiałków na nasze spływy!